1 maja 2017

Epizod II - „Gdybyś był człowiekiem…”


Ohayo minaa!


Wreszcie, po bardzo długiej przerwie, dodaję ciąg dalszy „Po drugiej stronie lustra”, mając nadzieję, że nie zalazłam Wam za skórę tak bardzo, żebyście nie przeczytali. Mam nadzieję, że tym skromnym akcentem umilę czas i obniżę stres przedmaturalny, bo uwierzcie, że nie ma się czego dygać :). Co dalej? Ach tak! Jesteście ciekawi, co się wydarzy? Jeśli tak, to serdecznie zapraszam do czytania i komentowania! Z tego miejsca przepraszam wszystkich, którym do dzisiaj nie odpisałam na wiadomości. Nie potrafię się zorganizować, a kiedy już postanowię odpowiedzieć, zawsze wygrywają mangi yaoi… Gomene! Obiecuję poprawę! Rozdział dedykuję Moonlight, która jako pierwsza skomentowała poprzedni i musisz wiedzieć, Słonko, że spełniłam Twoje życzenie :). Mam nadzieję, że moje rozwiązanie przypadnie Tobie i wszystkim Czytelnikom do gustu :D. Ze spraw czysto technicznych, rozdział liczy sobie 13 stron.
A teraz, coby nie przedłużać,
radujcie się, Robaszki  moje!












Gdy klapnęła na podłogę, wokół niej zaroiło się od drobinek kurzu, które – dostawszy się do nosa – spowodowały kichanie, smarkanie, prychanie i kaszlenie, dlatego zamknęła łzawiące oczy i w tym momencie cieszyła się, że zawsze używa wodoodpornej maskary. Chwilę później lekko uchyliła powieki, zamrugała nimi kilka razy, by pozbyć się mgły, którą stworzyły łzy, i spojrzała na środek pokoju. Tuż przed jej oczami rozgrywał się zaiste niesamowity spektakl – rama lustra zaczęła się poruszać i wędrowała do góry, a tworzące ją gady powoli łączyły się w jedno, pełznąc po suficie i zbierając ze sobą drewniane bale, będące jeszcze niedawno pokryciem. Każdy kawałek, którego dotknęły, zmieniał się w coś zgoła innego, coś przypominającego skórę pokrytą łuskami. Zdumiona Lucy szeroko otworzyła oczy, jednocześnie machając dłonią przed twarzą, żeby odgonić co rusz unoszący się w powietrzu kurz.
Nieopodal szyby lustra – które jeszcze niedawno było obiektem jej zainteresowań, a którego rama zniknęła z powierzchni podłogi – pojawiło się coś na kształt małego tornada, strzelającego niebieskimi i złotymi piorunami. Zmrużyła powieki, usiłując dojrzeć coś w przerwach między kolorowymi podmuchami. Skupiając się na widowisku, nawet nie rozejrzała się wokół siebie, a powinna. Przeraziłaby się wtedy nie na żarty!
Małe tornado zaczęło się powiększać, a mimo swoich rozmiarów i siły, cała fryzura Lucy pozostała w stanie nienaruszonym, czego nie można było powiedzieć o cząsteczkach pyłu, niesionych z jednego kąta w drugi.
Gdy usłyszała głośne tąpnięcie, drgnęła i, mrużąc powieki, wysiliła wzrok, by cokolwiek zobaczyć wśród opadających drobinek kurzu. Gdy powietrze całkiem się rozrzedziło, ujrzała przed sobą… smoka! Był ogromny! Aż szerzej otworzyła powieki, by okazać swoje zaskoczenie, jak i dokładnie mu się przyjrzeć. Jego skóra miała kolor intensywnego błękitu, poprzetykanego czystym srebrem, które lśniło nieziemskim blaskiem, nadając gadowi niematerialnego i majestatycznego wyglądu. Przetarła powieki, wciąż nie dowierzając, a jej serce na krótką chwilę przestało bić. Chociaż odczuwała trwogę, wciąż z wielkim zainteresowaniem przypatrywała się przybyszowi, który miał ogromny łeb o identycznym kolorze jak reszta ciała, skierowane do tyłu spiczaste, wielkie uszy, nad którymi wystawały rogi przypominające kształtem rozłożone tesseny, oraz niebieskie niczym włoskie morze i duże jak piłeczka tenisowa oczy, osadzone w głębokich oczodołach. Na dodatek rozłożył wielkie jak samolot pasażerski skrzydła, jakby przygotowywał się do lotu, poruszył nimi trzy razy, po czym pozwolił im zniknąć z pola widzenia, składając je na ogromnych plecach. Z jego nozdrzy buchnęła para, a on sam postąpił krok w stronę dziewczyny.
— Miałam nie pić tego Burna – mruknęła do siebie, lekko opuszczając głowę. – Ta moja chora wyobraźnia… – dodała, kręcąc nią na boki i wpatrując się w stworzenie, które odwdzięczyło jej się takim samym, badawczym spojrzeniem.
— Podejdź, dziecię Layli – rzekł donośnym i zarazem niskim głosem niespodziewany gość, na co blondynka drgnęła i spojrzała na niego ze strachem. Jego lazurowe oczy patrzyły na nią z zainteresowaniem i swego rodzaju dobrocią. Czuła, że stworzenie jest przyjacielsko do niej nastawione, jednak wciąż nie wierzyła, że naprawdę rozmawia z przedstawicielem gatunku, który wymarł kilka wieków wcześniej.
— Co? Skąd? – zapytała „inteligentnie”, zawzięcie mrugając powiekami i bezwiednie wstając z brudnej podłogi. Jako że zachowała nieco zdrowego rozsądku – a może to kwestia przyzwyczajenia idealnej pani domu? – otrzepała pośladki, by usunąć brud, ale domyśliwszy się, że na niewiele się to zdało, zaprzestała procederu i postąpiła pół kroku w stronę gada. Miała wrażenie, że się uśmiechnął, po czym spojrzał na nią uważnie i rzekł:
— Ja wiem wszystko – po tych słowach zamilkł. Miała wrażanie, że uśmiechnął się kpiąco, ale zamiast skomentować przywidzenie, zagryzła dolną wargę. Jej ciekawość zwyciężyła nad wrogim nastawieniem do nieznajomego, dlatego spytała:
— Ktoś ty?
Smok, spodziewając się innych słów, został wybity z rytmu tym pytaniem, dlatego najpierw z zaskoczeniem szeroko otworzył oczy, by po chwili lekko je zmrużyć i uśmiechnąć się półgębkiem. Oj, ta przeprawa będzie ciężka.
— Me imię to Argeon – rzekł, po czym zamilkł.
— Aha – mruknęła tylko, a mimo że na jej usta cisnęło się całe mnóstwo pytań, postanowiła poczekać na rozwój wypadków.
Człowiek i jaszczur mierzyli się zaciekawionymi spojrzeniami, ale żadne nie planowało przełamać panującej ciszy. Dopiero po dłuższej chwili gad zabrał głos.
— Chciałbym zadać ci jedno pytanie – rzekł, mrużąc powieki i zwężając nozdrza podczas napełniania płuc gęstym, niczym mgła na mokradłach, i suchym, jak piasek na pustyni, powietrzem wypełniającym strychowe pomieszczenie. Gdy tylko zobaczył dziewczynę, wiedział, że jego zadanie, polegające na przełamaniu jej oporu, nie będzie bułką z masłem.
Lucy, słysząc jego słowa, zesztywniała, odczuwając autentyczny strach. Wciąż nie wierzyła, że rozmawia z tą pradawną istotą. Ale co tam! Już postanowiła; w końcu raz kozie śmierć. W odpowiedzi skinęła twierdząco głową, bezwiednie zaciskając dłonie w pięści i wciągając w drżące nozdrza stęchłe powietrze. Jednakże…
— Chwila, chwila, chwila! – zaprotestowała, robiąc kilka kroków w jego stronę. — Czemu niby mam ci pozwolić, hę? – Zmrużyła powieki, przyglądając się Argeonowi, jak to miała w zwyczaju, kiedy taksowała spojrzeniem pracowników i próbowała wybadać, czy mówią prawdę, czy zwyczajnie wciskają kit. Podparła się pod boki i zaczęła rytmicznie tupać prawą stopą o podłogę. — Przecież ja cię, do cholery, nie znam! Imię to za mało! – warknęła, wbijając szpilkę buta w drewno. Gdy tik nerwowy ucichł, spod obuwia uniosły się lekko migoczące drobinki, które po chwili bezszelestnie opadły na pierwotne miejsce. – Skąd ty się, cholera, wziąłeś, co?! – zapytała, po czym zagryzła dolną wargę i skrzyżowała ramiona na piersiach, celując w niego oczami miotającymi błyskawice.
Smok rozdziawił paszczę, ale w kilka sekund odzyskał rezon i zmrużył powieki, trawiąc słowa dziewczyny i myśląc nad jakąś kąśliwą uwagą. Gdy nic nie wydedukował, przymknął powieki, to samo, przy wtórze stukotu zębów, robiąc z paszczą, i westchnął. Uspokoiwszy nieco swoje nerwy, wziął głęboki oddech i rzekł:
— Jesteśmy teraz w innym wymiarze, a ja nie należę do tego świata, tylko do twojej niechlubnej przeszłości. – usłyszawszy to zdanie, najpierw zastygła z zaskoczenia, by później naburmuszyć się i wpaść we wściekłość, barwiącą policzki na piękny karmazyn.
— Co ja niby takiego zrobiłam w tej przeszłości, co, Panie Wszystkowiedzący?! I skąd niby cię znam?! – ten koleś, nie, chwila, to był gad, dlatego też ten gad, którego poznała dosłownie przed kilkoma sekundami, działał jej na nerwy na równi z jednym zadufanym dupkiem, mającym biuro na tym samym piętrze co ona. Całkiem wysoki typ o ciemnej karnacji i różowych włosach, za każdym razem, gdy niechybnie poszła do bufetu, taksował ją od góry do dołu zza czarnych szkieł okularów przeciwsłonecznych. Nawet nie pokusił się o ich wsunięcie nad czoło! Zawsze stał przy kontuarze, opierając łokieć o ladę, ze skrzyżowanymi w kostkach nogami i o stopach odzianych w równie markowego buty, co eleganckie spodnie opinające dolne kończyny i koszula ukrywająca dobrze wyrzeźbioną klatkę piersiową. Gdy tylko pojawiała się w zasięgu jego wzroku, uśmiechał się krzywo, ukazują rząd białych zębów. Niestety, chcąc coś zjeść, za każdym razem musiała dzielić tą samą przestrzeń, co on, ale nie byłaby sobą, gdyby czegoś nie zrobiła. Na jego pytanie, które zadawał przy wszystkich spotkaniach i które brzmiało: „Jak leci, mała?”, albo gromiła go wzrokiem, albo ignorowała. Nie miała zamiaru zadawać się z kimś takim! O nie!
— Naprawdę chcesz wiedzieć? – zapytał Argeon, co ją otrzeźwiło. Nieprzytomnie spojrzała na zwierzę.
— Nie pierdziel! Mów! – jej głos nie znosił odmowy, czy chociaż dłuższej przerwy na oddech, albo chwilę do namysłu.
— Dobrze, dobrze – rzekł ugodowo, po czym westchnął ciężko. – To, co chcesz usłyszeć, jest tabu – dodał, a ona, wciąż marszcząc brwi, spytała:
— To po jaką cholerę w ogóle wspominałeś o mojej przeszłości, co?! – warknęła, jakby to on był winnym wszystkiego, co wydarzyło się w każdym z jej wcieleń.
— Spotkaliśmy się już kiedyś, ale nie masz prawa tego pamiętać, a dodatkowo twoja przeszłość jest ściśle związana z teraźniejszością, w której żyjesz, cierpiąc. – Chcąc uprzedzić jej sprzeciw – w końcu miał rację – uniósł prawą przednią łapę i wziął głęboki wdech. – Daj mi dokończyć, ty w gorącej wodzie kąpana niewiasto! – nadęła policzki, słysząc to staromodne określenie płci pięknej, ale milczała z naburmuszoną miną. – Jak wspomniałem, nie mogę ci nic zdradzić, a od tego, o co pragnę zapytać i jakiej udzielisz odpowiedzi, zależy wiele. Naprawdę wiele. – Zamilkł, patrząc na dziewczynę.
Lucy, zagryzając dolną wargę, intensywnie myślała. Czy miała coś do stracenia? Poza pozycją społeczną, ładnym domem, czy sportowymi samochodami? Dla zwykłego śmiertelnika byłyby to pewnie największe świętości, ale ona marzyła o czymś innym. Nie posiadała rodziny, przyjaciół, wielkich marzeń, czy nawet psa, który wymagałby jej uwagi i odwdzięczył się tym samym. Podjąwszy decyzję, pomimo niewielkich obaw i głosu rozsądku, gwałtownie uniosła głowę i spojrzała w błękitne oczy zwierzęcia.
— Pytaj – powiedziała tylko.
Smok najpierw uśmiechnął się lekko, po czym spoważniał.
— Czy pragniesz być szczęśliwa? – zapytał, a ona zmrużyła powieki i wstrzymała oddech. Serce wciąż targała niepewność, a gdy w końcu odpowiedziała, jej głos – dla niej samej – dochodził jakby zza światów.
— O czym ty… – szepnęła, aby chwilę później wyprostować się jak kij od szczotki, pokręcić głową i powiedzieć z mocą: – Przecież nie można pstryknąć i stać się szczęśliwym! Poza tym ja śpię, zaraz się obudzę, a ty znikniesz, prawda? – zapytała, chcąc zachować resztki zdrowego rozsądku. Gad spojrzał na nią z politowaniem – a przynajmniej ona tak to odebrała – i powiedział:
— Sprawdź. – Lucy poszła za jego radą i postanowiła wziąć przykład ze wszystkich filmowych niedowiarków, po czym uszczypnęła się.
— Auć! – musiała przyznać, że zabolało jak cholera!  I to do tego stopnia, że z jej oczu popłynęły łzy. – Nie wierzę! – tak, wciąż miała wątpliwości, pomimo wszystkiego, co usłyszała i czego doświadczyła. – Kurde, no! – objęła głowę dłońmi i przymknęła powieki, jednocześnie pocierając skronie. Chcąc ułożyć sobie wszystko w głowie, zaczęła mruczeć pod nosem, wyginając raz za razem palec, jak przy dziecięcej wyliczance: – Gadam ze smokiem, który jest wymarłym gatunkiem i którego ciało stworzył strop, ściany i podłoga tego piętra… – zamilkła, sztywniejąc i otwierając z przerażenia oczy. – Zaraz, zaraz… – powiedziała na głos i wzdrygnęła się, po czym przeniosła wzrok na Argeona. Dałaby głowę, że uśmiechał się pod nosem. – Podłoga? To na czym ja stoję?! – jej pytanie poszło w eter, a ona, wiedziona impulsem, spojrzała pod stopy i zamarła. Gdy spostrzegła, że lewituje w powietrzu, najpierw zesztywniała na ciele, po czym zaczęła dygotać i krzyczeć jak opętana, a jej darcie przeszło w pisk, sprawiający, że bębenki w uszach pękały. – Zaraz zginę! – zawyła i ponownie objęła głowę ramionami, kucając na nieistniejącej podłodze. Wzdrygała się co chwilę.
— Uspokój się, dziedziczko! – warknął jaszczur, nie mogąc wytrzymać histerii dziewczyny.
— Co? – wyjęczała Heartfilia i zrobiła przerwę między zaplątanymi ramionami, łypiąc jednym okiem na gada. Dałaby głowę, że przewrócił oczami! – To ty jeszcze tu?! Spadaj stąd! Boże! Ja chcę się obudzić! – krzyknęła, wstała z kucek i zaczęła kręcić się we wszystkie strony, jakby to miało odgonić wielkiego stwora. Zdawała sobie sprawę, że jej, jako pani redaktor, nie przydaje chluby takie zachowanie, ale, cholera!, to, co się działo, było nawet bardziej niż dziwne! Z pewnością każdy, nawet najodważniejszy facet na świecie, byłby przerażona jak ośmiolatek, a co dopiero ona, kobieta o szczytnych ideałach i sercu skutym lodem oraz umyśle potrzebującym wszystkiego dotknąć, udowodnić i racjonalnie wytłumaczyć.
— Nie śnisz, dziecko – powiedział głębokim głosem smok, przymykając powieki i kręcąc wielkim łbem na boki. – Przed moim przybyciem wypowiedziałaś życzenie. Pytanie tylko, czy będziesz miała odwagę je zrealizować? – rzekł pytającym tonem i uważnie przyjrzał się dziewczynie, która w końcu przestała wierzgać i skupiła wzrok na nim.
— Łatwiej by było, gdybyś był człowiekiem! – warknęła, mając dość jego mentorskiego tonu i swojego niestosownego zachowania. Odganiając wszystkie obawy, stanęła prosto, ze skrzyżowanymi na piersiach ramionami i z wyzwaniem patrzyła na istotę.
— Naprawdę? – zapytał, a ona skinęła twierdząco. – W takim razie... – po tych słowach, uniósł prawą przednią łapę, odwrócił ją wierzchem w dół, a wtedy między jego szponami zaczęły przeskakiwać srebrno-błękitne refleksy, łudząco podobne do wyładowań atmosferycznych. Argeon najpierw zalśnił srebrnym blaskiem, a następnie otoczył go wielobarwny dym, zakrywając całą jego wielką posturę, by kilka chwil później zawirować, po czym spełznąć na podłogę, niczym lawina, i z głośnym sykiem rozpłynąć się na wszystkie strony świata, przy okazji oślepiając Lucy. Gdy dym dostał się do nosa dziewczyny, kaszlnęła kilka razy, zakrywając usta dłonią, i jednocześnie, uchylając prawą powiekę, starała się przebić zasłonę wzrokiem i zobaczyć, co się stało z gadem. Gdy widoczność się wyklarowała, aż wydała z siebie okrzyk zdumienia. W miejscu, w którym chwilę wcześniej stał jaszczur, ujrzała smukłego, wysokiego na jakieś sto osiemdziesiąt centymetrów młodzieńca o nastroszonych we wszystkie strony, błękitnych włosach, poprzetykanych srebrnymi pasemkami. Jego wielkie lazurowe oczy okalały grube, długie, ciemne, niemalże czarne rzęsy, a krzaczaste brwi dodawały mu niesamowitej zadziorności. Mały, lekko zadarty nosek, opatrzony był w kilka uroczo wyglądających piegów, a kształtne usta w kolorze owoców wiśni, uśmiechały się delikatnie, odsłaniając małe, bielusieńkie górne jedynki. Lucy wstrzymała oddech, gdy spostrzegła na krągłych policzkach chłopaka smocze łuski, kolorem identyczne, jak te zdobiące ciało gada, ale w jednej chwili wszystko zrozumiała i przestała odczuwać obawę. Musiała przyznać, że odziany w granatowy, poprzetykany srebrną nicią frak z dwurzędowymi, lśniącymi czystym srebrem, guzikami, z mocno wyciętymi z przodu połami, a z tyłu sięgającymi kolan, wyglądał dostojnie. Do tego przylegające do ciała białe culotte[i] oraz pantofle na trzycentymetrowym obcasie, idealnie współgrające z włosami właściciela. Szyk, elegancja i dostojność – tak można było określić wygląd chłopaka. Lucy głośno wciągnęła powietrze w płuca, czując, że jej policzki oblały się karmazynem, a oczy nagle rozjaśniły. Jednak, gdy spostrzegła krzywy uśmiech Argeona, jej złość powróciła ze zdwojoną siłą.
— Wielkie mi co! – warknęła, krzyżując na piersiach, opuszczone chwilę wcześniej ze zdziwienia, ramiona. – Każdy by tak umiał! – wiedziała, że takie zachowanie nie przystoi dorosłej kobiecie, ale nic nie mogła poradzić. Jej zadziorność nie pozwalała zostać obojętną na jawną kpinę.
— Teraz lepiej? – zapytał smok, puszczając jej uwagę mimo uszu. Gdy, mimo swojej złości, skinęła głową, rozpromienił się. – Pozwól, że dokonam prezentacji raz jeszcze. Jestem Argeon, smok pochodzący z zamierzchłych czasów, kiedy na świecie jedyną formą ustroju była monarchia, a pieniądz, jako waluta, dopiero raczkował. Jako że nie mogę podać ci, panienko, dokładnej daty, napomknąłem jedynie skąd pochodzę, a resztę zostawiam twojej wiedzy i mądrości. – Spojrzał uważnie na dziewczynę. – Czekałem całe pięćset lat, by w końcu znalazł się ktoś tak bardzo niezadowolony z życia, jak ty, Lucy Heartfilio – słysząc słowa smoka, nadęła policzki i z oburzeniem tupnęła butem o nieistniejącą podłogę.
— Jak śmiesz?! Nic o mnie nie wiesz, a wygłaszasz osądy! Moje życie jest wspaniałe! Nie masz prawa…
— Owszem, mam – przerwał jej, czym zaskoczył ją tak bardzo, że zamilkła z rozdziawionymi ustami i uniesioną stopą. – Wypowiadając życzenie, uwierzyłaś w magię i tym samym przyzwałaś mnie, Strażnika Lustrzanej Perły, jak w moim stuleciu nazywane było to lustro – wskazał głową lewitujące szkło, a Lucy podążyła do niego wzrokiem. Wciąż była oszołomiona i miała obawy, ale skoro smok zamienił się w człowieka, podłoga, strop i ściany zniknęły, żeby stworzyć jego ciało, a na dodatek lustro unosiło się w powietrzu, co było wbrew wszystkim prawom fizyki, które tłukła jej do głowy pani Viaderek[ii], to musiała uwierzyć, że magia, mimo zapewnień wszystkich racjonalistów, istnieje. Spojrzała w błękitne oczy, w których, gdyby zechciała, z powodzeniem mogłaby utonąć, i westchnęła. Zebrawszy całą odwagę, odezwała się.
— Tak – odpowiedziała na wcześniejsze słowa Argeona, który doskonale wiedział do czego pije. – Co muszę zrobić? – zadała poważne pytanie, robiąc równie zasadniczą minę. „Cholera! Zamkną mnie u czubków, jak o tym opowiem!” – pomyślała, nerwowo pocierając dłońmi ramiona.
— Nigdzie cię nie zamkną – powiedział młodzieniec, a Lucy, podskakując w miejscu, momentalnie przeniosła spłoszone spojrzenie na niego.
— Przecież… nie mówiłam na głos – szepnęła totalnie zdezorientowana, szeroko otwierając powieki.
— Właśnie – rzekł Strażnik, przymykając powieki i kiwając głową, niczym wielki myśliciel. Gdy otworzył oczy, dziewczynę zdjęła trwoga – pomimo swojej uroczej buźki, miał bardzo poważne i przewiercające spojrzenie. – Poza tym nie masz przyjaciół, ani rodziny, dlatego komu byś się zwierzyła? – powiedział kpiąco i uśmiechnął się, zobaczywszy czerwoną ze złości twarz dziewczyny. Nie dając mu satysfakcji, przemilczała kąśliwą uwagę, a smok, wziąwszy to za dobrą kartę, uśmiechnął się, po czym zabrał głos. – Zapytam raz jeszcze: chcesz odnaleźć szczęście, niezależnie od ceny?
— Jakiej? – odpowiedziała pytaniem, prostując się. Dłonie zaciskała w pięści, chcąc ukryć ich drżenie. Nie, już się nie bała. To, co mówił Argeon, bardziej ją ekscytowało, niż przerażało i już nawet przyzwyczaiła się do myśli, że zwierze, które wymarło wiele wieków wcześniej, rozmawia z nią i ukazuje świetlaną przyszłość. Albo i nie.
— Możesz zmienić swoją obecną teraźniejszość, jeśli osiągniesz cel – rzekł poważnie. Lucy zmierzyła go uważnym spojrzeniem, nie bardzo wiedząc, czy wierzyć jego słowom, czy dać sobie spokój i opuścić pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi. Właśnie. Drzwi. Przecież ich nie ma! Na pewno nie pojawią się, dopóki się nie zgodzi, dlatego została niejako przyciśnięta do muru. Poza tym, z pewnością straci to, na co przez lata pracowała, a jeśli… jeśli jej ukochani rodzice i dziadkowie wrócą? Albo szczęśliwie się zakocha? A może zostanie pisarką, co kiedyś było jej wielkim marzeniem? Tyle „za” i „przeciw”! I jak miała podjąć decyzję?! I na dodatek w tej chwili? Mimo wszelkich obaw, jej dawna ciekawość świata i dusza kochająca przygody zwyciężyły, dlatego zapytała:
— Co muszę zrobić? – Argeon, słysząc jej słowa, uśmiechnął się półgębkiem i wskazał prawą dłonią szkło, lewitujące w powietrzu.
— Wykonać misję – odparł.
— A co ja jestem? Misjonarka czy inna karmelitanka bosa? – na jej uwagę, tylko westchnął.
— Nie. Raczej redaktor naczelna „Fairy Lady”, przez co miałem cię za osobę biorącą wszystko na chłodno. – Przyjrzał się jej z politowaniem, a ona spąsowiała.
— Dobra. – Odetchnęła głęboko. – To raz jeszcze, co muszę zrobić?
— Przejść przez lustro – powiedział poważnie. Blondynka uniosła brwi i spojrzała na przedmiot, o którym mówił gad. Przypatrywała mu się chwilę, po czym kilkakrotnie zamrugała i przeniosła wzrok na chłopaka, a następnie prychnęła.
— Koleś! – krzyknęła. – Przecież głową muru nie przebije! Nie widzisz, że tam jest szkło?! – warknęła, patrząc na lewitującą w powietrzu, jednolitą szklaną taflę. Przyglądała się temu zjawisku z niedowierzaniem, a gdy smok się odezwał, odwróciła głowę w jego stronę.
— Pragniesz być szczęśliwą i poznać prawdziwą siebie? – zapytał. Pomimo tego, że uważała, iż prawdziwa ona to obecna wersja, w jej głowie tłukły się pytania, które żądały odpowiedzi, a serce nie współpracowało z umysłem i pragnęło wyrwać się z marazmu i samotności, które od lat była jej udziałem.
— Tak – odparła, wciąż nie wierząc w to, co mówi.
— To miej odwagę – rzekł smok, wiedząc, co teraz dzieje się w jej sercu.
— A jeśli…
— Nie ma czasu na wątpliwości – przerwał jej i przyjrzał się dziewczynie, która zagryzła dolną wargę, wahając się. Czasu na decyzje miała niewiele, a od jednego zdania zależało jej późniejsze ja. Chociaż na początku nie wierzyła w to, co się dzieje, coś mówiło jej, że powinna posłuchać twardoskórego i zaryzykować. Podjąwszy decyzję, hardo spojrzała na Argeona, zacisnęła dłonie w pięści i zagryzła szczęki.
— Chcę – powiedziała z mocą, a wtedy przestrzeń wypełniła się niebieskim i srebrnym światłem, powietrze zawirowało, po czym barwy wybuchły, rozchodząc się na wszystkie strony i znikając.
— W takim razie podejdź do mnie – rzekł smok głębokim barytonem, a widząc jej wahanie, dodał: – Ja nie gryzę.
— Jasne, tylko połykasz w całości! – odgryzła się, wzdychając, a gdy spojrzała na niedawnego jaszczura, miała wrażenie, że się uśmiecha. „A to palant!”
— Jesteś dla mnie za duża, kiedy jestem w tej postaci – znowu musiał uszczypnąć, za co został obdarowany morderczym spojrzeniem. – Pamiętaj, że mnie tu nie ma – odrzekł, puszczając mimo uszu epitet, którym go obdarowała.
— Jasne! A ja gadam ze ścianą! – warknęła.
— Poniekąd – odparł ze stoickim spokojem.
— Koleś! Jesteś gorzej pokręcony ode mnie, a to ja pracuję w gazecie!
— Masz za mało wiary, żeby dopuścić do siebie wszystko, co powiem, chociaż fantazję to ja mam gorszą, bo nawet wymyślać nie muszę – wiele rzeczy widziałem na własne oczy – powiedział mężczyzna, zadzierając nos. – Pośpiesz się. Czas mija nieubłaganie.
W Lucy najpierw się zagotowało, ale gdy wzięła głęboki oddech i przymknęła oczy, wsłuchując się w siebie, uspokoiła się i zrozumiała, że nie ma nic do stracenia.
— Rób, co do ciebie należy – powiedziała tylko, unosząc powieki i spoglądając w przepastne oczy młodzieńca, który, po jej słowach, zrobił w jej kierunku kilka kroków i zatrzymał się czterdzieści centymetrów od szczupłej i niskiej, w porównaniu do niego, sylwetki dziewczyny. Uniósł rękę i palcem wskazującym i środkowym dotknął czoła blondynki. Poczuła w tym miejscu ciepło, które zaczęło wypełniać resztę jej ciała od głowy począwszy na czubkach palców stóp i dłoni kończąc. – Ach! – wydała z siebie ciche mruknięcie. Czuła się cudnie! Jakby fruwała!
  A teraz, droga Lucy, przejdź przez lustro z wiarą w sercu i zdobądź swoje zasłużone szczęście – szepnął jej wprost do ucha, na co uchyliła powieki, a ostatnim, co udało jej się zobaczyć, był jego serdeczny uśmiech i ciepłe spojrzenie, po czym kształt jego sylwetki zmienił się w wielobarwny dym, który rozpłynął się na wszystkie strony świata, burząc resztki fryzury dziewczyny. Wiedziona impulsem, przymknęła powieki, by uniknąć dostania się drobinek do oczu, a gdy je uchyliła, zobaczyła, że wszystko wróciło do stanu sprzed pojawienia się smoka. No, prawie wszystko. Gdy podeszła do lustra, wydało jej się ono jakieś inne. Aż krzyknęła, gdy spostrzegła, że miejsce, w którym było szkło, zastąpiła ciemność.
Zbierając w sobie całą odwagę, wciągnęła w nozdrza powietrza, po czym chwyciła obiema dłońmi ramę po bokach i wsunęła głowę w niebyt. Rozejrzała się uważnie, ale nie mogła przebić wzrokiem ciemności. Biorąc kolejny głęboki wdech, przełożyła jedną nogę przez ramę, a gdy znalazła oparcie dla stopy, aż odetchnęła. To samo zrobiła z druga nogą, po czym odwróciła się przodem do wnętrza pomieszczenia. Omiotła je uważnym spojrzeniem, jakby żegnała się z tym miejscem, jednak miała nadzieję, że smok jej nie okłamał i jeszcze tu wróci. Obejrzała się za siebie, a widząc tylko ciemność, powiedziała:
— Przecież teraz nie stchórzę – i odwróciła przodem do niewiadomej, po czym zrobiła krok przed siebie, następnie drugi, a przy trzecim poczuła, że nie ma oparcia dla stopy. Nie mając się czego chwycić, przechyliła się do przodu, a sekundę później spadała, krzycząc: Aaaaaaaaaaaaaa! Ratunku! Ktokolwiek!
Ale jej wołanie nie przyniosło efektu…






  


Witajcie, Kochani!

Wreszcie, po bardzo długiej przerwie, dodaję coś na tego truskawkowego blogisza! Cieszę się jak wariatka! Pomijając oczywiście fakt, że zaraz będzie siódma trzydzieści rano, nad głową śpiewają mi ptaki, a dzień powitał mnie pięknym słonkiem, to wszystko dobrze :). A! I jeszcze to, że spałam, aż godzinę, bo trzeba było jechać po braciszka i jego narzeczoną i odebrać ich z imprezy, po czym bezpiecznie dowieść do domu. Ale dałam radę! Zaraz pójdę spać, ino czy się opłaca? A tam, nieważne! To, że rozdział się pojawił, zawdzięczacie drugiej serii Shingeki no Kyojin i genialnym openingom z tego serii. To anime jest, kurwa, no, przezajebiste! Opdsfidslvjnsdlfvn reskbiodneberilbndfjkbobjnrjlm npb! Totalnie godne polecenia! Jestem tak podjarana trzecim openingiem, że w nieskończoność słucham i nucę „Sasageyo! Sasageyo! Shinzuo wa Sasageyo!” Uczcijmy to gromkim okrzykiem, coś jak: „Nadszedł juchy czas! SnK nie zawiedzie nas”. I nawet obejrzałam sobie koncert Linked Horizon na necie, po czym stwierdziłam: „Kurwa! Ale moc! Ja chcę ich widzieć na żywo!” Czy ktoś z tu obecnych ogląda? Jeśli nie, to koniecznie zajrzyjcie na wbijam! Proszę o wypisanie błędów, bo na bank jakieś są, a że moje patrzałki ledwo zipią, zostawię betowanie na inny dzień. Co to ja jeszcze miałam? Ech… Nie pamiętam, bo w sumie wsio zamieściłam w powitaniu… Ach! Już wiem! Dla niezorientowanych, ruszyłam z kolejnym blogiem, tym razem o tematyce yaoi :). Zainteresowanym podam linka we wiadomości prywatnej czy na szaułcie ;). A teraz ściskam i całuję!



Wasza R.




Post do znalezienia w zakładce Archiwum



[i] Spodnie sięgające do kolan
[ii] Hahaha! Pozdrawiam moją panią od fizyki z czasów liceum pisaną przez „W”:D. Mam tylko nadzieję, że tego nie czyta :D.

30 komentarzy:

  1. Witaj
    Na twoje opowiadanie zawsze mozna czekac nie wazne lila zawsze wychodzi ci dobrze a bawet super to tyle pozdrawiem i czekam na eiecej . Wiem latwo pisac to tyle pozdrawiam raz jescze i zycze milego dnie slonecznego dnia haruka i coreczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje Kochane Słoneczka!

      Bardzo dziękuję za słowa otuchy i komentarz! Jest mi niezmiernie miło, że o mnie pamiętacie :* :*. A jak się trzymacie?

      Ściskam i pozdrawiam cieplutko,

      Wasza R ♥.

      Usuń
  2. Pani, co ty sobie do tej herbatki dosypujesz, hę? Nawet moja spaczona wyobraźnia tego nie ogarnia... No ale nie powiem - pomysł to ty miałaś zajebisty! Jak żyję nigdy nie wymyśliłam czegoś podobnego, bo mam trudności z wymyśleniem nawet IMION dla bohaterów, więc co ja jeszcze tu robię...(w tym momencie z pomocą przychodzi coś takiego, jak pisanie fanfiction; sława i chwała temu, kto coś takiego wymyślił, a jako, że genialna Daria wybrała sobie jeden z najgorszych tematów przewodnich, to jest lekko udupiona *już dostaję wiadomości z groźbami, że mnie zabiją jak nic nie wrzucę... halo coś tu jest nie tak*)

    "Jesteś gorzej pokręcony ode mnie, a to ja pracuję w gazecie"
    O niee
    Zapomniałam jak się oddycha XD
    *najgorsze jest w tym to, że to najprawdziwsza prawda*

    Ja nawet pierwszego sezonu SnK nie oglądałam i szczerze mówiąc to nie zamierzam, bo leniem jestem i chciałabym wykorzystać swój wolny czas na kontemplowaniu swojej egzystencji (lmao ona nie ma sensu) oraz kształtowaniu swoich (nędznych) umiejętności pisarskich.
    Takie życiowe to... aż normalnie łezka mi się w oku zakręciła..
    Można też przeglądać Tumblr'a, znajdując na nim coś takiego http://funkyimg.com/i/2suh7.jpg
    Słodko

    Jako, że mam dzisiaj wyjątkowo dobry humor, to życzę ci weny, zdrowia, szczęścia, pomyślności i w ogóle Sto lat! Sto lat! (co tam, że urodziny masz w grudniu)
    Buziakiii 😘💖

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha! Kochana Dario, to, co zwykle, jeśli chcesz wiedzieć :D. Nic nowego nie wymyśliłam. Uwierz, że dzięki tym opowiadaniom, mogę się nieco zrelaksować, odpocząć i zapomnieć o wszystkich nieprzyjemnościach, które spotkały mnie w ciągu dnia, a tych, przez porąbaną kierowniczkę, jest całe mnóstwo! Poza tym, tworzę je w taki sposób, żeby wszyscy czytający mogli się uśmiechać, jak ja podczas pisania :). Cała filozofia! Ale inaczej nie umiem :).

      Hahaha! Wszystkie moje pomysły są zajebiste (ach! Ta skromność twórcy :)). A tak na serio, wszystko wzięło się samo z siebie. Nie siedziałam, nie zastanawiałam się, ino nagle przyszło, to też spisywałam, gdzie się dało :).

      Ja uważam, że wszystko przed Tobą, dlatego nie pisz, że jeszcze nic takiego nie wymyśliłaś. Jeśli nie to, to znajdziesz coś innego w swojej mądrej głowie :).

      Hahaha! Fanfiki dobra rzecz, jeśli ktoś zna pierwowzór, bo jest gro takich osób, które poznają bohaterów już w niemashimowych historiach :). A jeśli idzie o groźby, to chyba zasłużyłaś :D. Jednak nie daj się tam! Ja osobiście uważam, że każdy temat jest trudny, zależy, jak się do niego odniesiesz i co chcesz przekazać.

      Naprawdę? A przecież to takie zwyczajnie zdanie :D.

      Mówisz? Ale to anime jest GENIALNE!

      A kontempluj sobie, kontempluj :). Kto Ci zabroni? Ja nie mam czasu na takie fajne rzeczy… Chlip!

      Oj tam oj tam, zaraz „nędznych”. Czemu tak źle myślisz o swoim pisaniu? Jesteś pierwszą osobą, która czyta stworzone teksty i jeśli Ty nie zaczniesz własnej oceny od celującej, nikt inny tego nie zrobi! Osoby komentująco-chwalące utrwalają postawiony przez Ciebie stopień :). Uwierz w siebie! W końcu jesteś wyjątkowa :).

      Hahaha! Jebłam! Kot wie, co dobre :D. Brawo on!

      Ojej! Daj mi trochę tego humoru! Przyda mi się w nadchodzącą sobotę, poniedziałek i wtorek. I to bardzo! (Będę na zmianie z kiero!)

      Kończąc, z tego miejsca, dziękuję Ci za życzenia, które, wraz z niedźwiedzimi uściskami, pędzą w Twoim kierunku :).

      Twoja patrząca jednym okiem R ♥.

      Usuń
  3. Czesc
    Coraz lepiej radzimy sobie we dwie ale sa chwile kiedy go naprade brakuje i tesknota.ale w tedy zamykam sie wsobie i pograzam sie w myslech i wsuchuje sie w siebie i to jest dziwne bo czuje jego obecnosc i jak bardzo mocno wjeje wiatr to mom wrazenie ze on jest przynas slbo mocno pada chyba polubilam deszczowe dni bo upalnych dni juz nie lubie ale osobiscie wole jak jest taka wniara dobral dobra pogoda nie za zimo nia za ciapla taka w sam raz i na dworze sloneczko ladnie swieci taka jak mam dzisiaj bogode to tyle pozdrawiam o do zobaczenia i wena zostawiam haruka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witajcie Słoneczka!

      Sama nie doświadczyłam takiej straty i mam nadzieję, że ten moment nie nadejdzie szybko, jednakże potrafię zrozumieć Wasze uczucia. Jest mi niewymownie przykro, nie dlatego, że straciłam super Czytelnika (chociaż to też), ale bardziej, że zniknął świetny mąż, tata i przyjaciel, którego naprawdę polubiłam. Ja również głęboko wierzę, że czuwa nad Wami cały czas razem z Tomeczkiem ;). Nam zostaje tylko cieszyć się, że są w lepszym świecie, do którego wszyscy dążymy.

      Ściskam Was, Słoneczka, ale tak bardzo mocno!

      Wasza myśląca codziennie o Was R ♥.

      Usuń
    2. Dziekuje za mile slowa i to tyle ide dalej myskec dan poprawkami do opowiadanie co ci wyslalam na fb wieki temu byle pozdrawiam haruka

      Usuń
    3. Nie ma za co, Słoneczko :).

      O! Pamiętam je! A jak Ci idzie betowanie?

      Buziaki od R :* :*.

      Usuń
    4. Witaj
      Stoje w niejscu za nic nie moge wymyslec co zrobila raji ze odwrucily sie wszystkie dziewczyny i haruka podchodzi do niej z rezerwa sprawa wyglada tak jest dodany kuzyn haruki krory na koniec badzie z bochaterka a jest podobny do dobrego duszka czyli nastu iseyi idi chyba wiesz co mam na mysli ale za nic nie moge wymyslec co ta raji takiego zrobila a to ma byc poczas roznowy po miedzy haruka a kuznem
      Powiec mi huru czemu tak bardzo z rezewa podchodzisz teraz do raji i a reszta dziewczyn wogule sie nie odzywa sie do niej
      Haruka zrobila mine ktorej kuzny wie ze jest nie wsmak o tym mowic a haruka wie ze kocietko nie powie młodemu czemu tak jest i mowi mu tak
      -wiesz to bylo jeszcze wtedy kiety tu mieszkalam a kocietko bylo zerczona z mamoru i miala przyjaciele seyi i wszyscy mielismy jechci nad jezioro ale nie pojechalismy wszyscy bo nie bylo z nami seyi i jego braci a to wszysko przez raji bo powiedziala chloskom
      I tu jest stop nic mi do glowy nie przychodzi a dalej mam juz pomysl ale nie moge ruszyc z tym bo potem jest tez rozmowa jego z kocietkiem i muwi prawia to samo to tyle. Haruka☺

      Usuń
    5. Widze ze odp lucy bade musiala je odwiedzic dac jej przeczytac odpowiedz to tyle pozdrawiam i ide dalej myslec nad opowiadaniem cos wene niechce przysc na ten fragmet jak na zlosc nswet lucy i smok nie pomogli haruka☺

      Usuń
    6. Hej Kotku!

      Uwierz, że myślałam, co Ci poradzić i wpadłam na coś dziwnego :D. Otóż, Rei, jako przepiękna dziewczyna, mogłaby zrazić innych do siebie tym, że uwiodłaby Mamoru, co jest najgorszym świństwem pod słońcem! Nie wiem, czy Ci pomogłam, ale mam nadzieję, że coś z tym zrobisz :).

      Kuzyn Haruki?! Kya!!!!!!!!!!!! Chcę poznać go osobiście ;D. Musi być genialny! I śliczny, jak panienka Tenoh!

      Odpisałam, odpisałam i znowu odpisuję :D. Takie życie rozchwytywanej bloggerki. Albo i nie...

      Hahaha! To koniecznie muszę dodać coś nowego, może wtedy Twoja weny powróci? Oby!

      Ściskam i dobrej nocki życzę :D.

      Wasza R ♥.

      Usuń
    7. Dobry wieczury
      Dziękuje pomoglas teraz powinam ruszyc dalej jak znajde czas i jestes jedna z pierwszych ktora to przeczyta nie liczac mojej przyszywanej siostryczki czyli naszej lucy heppi.
      Chetnie przeczytam cos nowego imoze wruci mi ta wena bo na razie to mam ochote zrobic rekoczyny komus innemu to tyle. Jak na pisze to dobiero sie odezwe albo jak badzie cos nowego do czytania.


      Tobie tez zycze dobrej nocki i pozdrawiam haruka☺

      Usuń
    8. Późna pora i nowy komentarz. Zastanawiam się, kto? Zaglądam: Haru! Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Ci pomogłam! Ale oczywiście, moim skromnym zdaniem, nie tylko Rei powinna pokutować. Jakby Mamoru nie chciał, to by nie poleciał :D. Ach! Ta moja zbereźna wyobraźnia! Już czuję się zaszczycona! Dziękuję! A jeśli idzie o czytanie czegoś nowego, link podałam w jednej z odpowiedzi na komentarz naszej Ani. Możesz zerknąć, ale najpierw przeczytaj to, co jest po lewej stronie pod nagłówkiem (swoją drogą jestem z niego bardzo zadowolona!)

      Dziękuję! I buziaki dla Was zostawiam :* :*!

      R ♥.

      Usuń
  4. Witam! *teatralnie się kłania*

    Trafiłam tutaj niedawno, przypadkiem, jako błąkająca się duszyczka pisarka [lecz nie piszę swych dzieł na bloggerze, tylko na innej stronie] szukająca takich oto zajebistych opowiadań jak to! *^*

    Zaczęłam czytać także Twoje drugie opowiadanie o tematyce Fairy Tail i śmiem twierdzić iż, masz talent!
    Obserwacja z mojej strony już poleciała i teraz tylko czekam na dalsze rozdziały!^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rajciu, rajciu, rajciu! Nowa Czytelniczka!

      *R dygnęła z gracją. Albo i nie*

      Witaj na pokładzie, Kochana! Bardzo dziękuję za motywujący komentarz, obserwację i za to, że jesteś :). Mam nadzieję, że nie znikniesz, jeśli wrócę z rozdziałem dopiero po kilku miesiącach, jak ostatnio mam w zwyczaju... A zmieniając temat, bardzo ładnie się nazywasz :).

      Ojej! Moje policzki normalnie biją karmazynem, jak te Lucynki ;). Po stokroć dziękuję! Ale to tak bardzo, bardzo dziękuję! Ach! Jak mi miło! Normalnie od razu humor lepszy :).

      A zdradź mi, Ty też piszesz o Wróżkach? Może podasz linka? Na pewno przeczytam, ino nie wiem kiedy... Ostatnio na wszystko brakuje mi czasu :(. Ale się staram! I tym oto miłym akcentem, kończę swą nudną przemowę, serdecznie pozdrawiam i życzę dobrej nocki!

      Twoja bardzo uradowana R ♥.

      Usuń
    2. Dziękuję, za miły komplement ^^, a co do twojego pytania to piszę na Wattpadzie.
      Jest zbiorowisko wielu super opowiadań, i obecnie to piszę tam kilka powieści, właśnie o tematyce FT, o shipie Nalu.
      Puki co masz tutaj poniżej linka do jednej z moich opowiadań, reszta jest na moim tamtejszym profilu ^^ ⬇

      http://my.w.tt/UiNb/lxzheuz8WC

      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Nie za ma co! Polecam się na przyszłość :).

      O! Dziękuję! Zerknęłam i stwierdziłam, że sporo tego masz :). A tytuł jednej z historii jest identyczny jak opowiadania Moonlight, z tym, że jej wzięło swój początek od „Strażników Marzeń”. Kojarzysz?

      Ściskam i miłego wieczoru życzę :).

      Twoja R ♥.

      Usuń
    4. Kojarzę oraz dziękuję za obserwacje!

      Również życzę miłego wieczoru ;)

      Usuń
    5. Nie za ma co :).

      Dziękuję! I dobranoc :).

      Usuń
  5. Cześć słoneczko
    Rozdział jak zawsze ladnie napisany bardzo mi się podobał lucy wyszła całkiem fajnie szczegulnia jak powiedziała że woli rozmawiać z czlowiekiem a nie smokiem ktorego moja córka chce na rysowac i pyta dla czego niemam srebnej kredki i dzie zachowałam jej farby to by farbami na malowala . czejam na cieg dalszy co jeszcze zaskoczy nasza lucy w tym drugim świecie pozdrawia lucy hepp
    Ps udało mi się przeczytac ale jak powiekszylam literki do 2cm i moja kolezanka miala czas i cierpliwasc zeby poczekac aż skoncze czytac wiec mam do ciebie pytanie czy moge sobie skopiowac teksty i wydrukowac w powiekszeniu 2cm.czyli zrobic mała ksiezeczka dla wlasychy poczeb bo w telefonie niedam rady czytac i jestem chetna do poznania całej twojej twurczosc i wszystkich blogów to chyba tyla pozdrawiam.bez nutki no chyba ze zaraz dodam drugi kometaz z nutkami jak je skopiuje i wkleje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ♪♪♪♪ jeszcze raz pozdrawiam i wene

      Usuń
    2. Kochana Aniu!

      Nie masz pojęcia, jak cieszy mnie pochlebny komentarz po bardzo kiepskim dniu. Oczywiście moja kierowniczka znowu szalała i uwierz, że nerwowo nie wytrzymuję! Jak będę milczała dłużej niż długo, wiedz, że mnie wsadzili za zbrodnię w afekcie...

      Po stokroć dziękuję za miłe słowa! Nawet nie wiesz, jak mnie cieszy, że Twoja Córcia chce narysować Argeona! Mam nadzieję, że wkrótce będzie mi dane zobaczyć to dzieło :).

      Myślę i żywię nadzieję, że to, co zaplanowałam dalej, spodoba się Tobie, Twojej Córeczce i wszystkim Czytelnikom, a zdradzić mogę, że będzie się działo :).

      Co do Twojej prośby, nie widzę problemu :). Jeno ten rozdział muszę do końca zbetować, dlatego na razie nie trać na niego tuszu :). Daj mi trochę czasu :).

      Ojej! Moje ulubione nutki! Dziękuję ♥♥♥!

      Jeśli idzie o nowy blog to nie wiem, czy zainteresuje Cię tematyka... Zresztą, sama zobaczysz: http://r-minki-stroi-bo-tworzy-sprosne-yaoi.blogspot.com/.

      Totalnie nie wiem, co jeszcze napisać... Może jedynie to, że byłam na komunii i znowu się nie wyspałam! Cały tydzień jak zombie chodzę, a tu nawet w niedzielę nie pozwolili wypocząć... I to chyba wsio :).

      Ściskam mocno i miłego wieczoru życzę!

      Wasza R ♥.

      PS Chciałam odpisać wcześniej, po północy, ale Internet zastrajkował…

      Usuń
    3. Cześć
      Dzieki nie zawodnej przyjacioce moge ci odpisac i napisze ci ze ty masz lepiej o demnie bo w razie czego masz rodzinka na ktora mozesz liczyc a ja nie i uwiesz mi ze ciebie rozumiem bo tez juz nerwowo nie wyczymuje tylko ze ja mam inne mysli ale na szczescie to tylko mysli naj wyrzej znowu zamilkne dla wszystkich na bardzo dlugo a jeszcze do tego znowu musialam zrazygnowac z pracy bo nawet z moja corka jutro rano no 8 niechce idzi do detysty ns kontrolne badanie bo rosma jej juz zeby stale i wyadeja mleczne a maz ma tez na rano i wstaje o 4 rano. To tyle tych nazekan

      Tak jak tylko na maluje i zrobie zdjacie to ci wysle na immela albo na fb .

      Dobrze bo itak zaczna od pocztku opowiadanie drukowac ale jeszcze niewiem kiedy zato sie zabiore jak rusze z tym drukowaniam to ci na pisze. Wiec masz jeszcze czas na poprawki

      Jak tylko skoncze odpisywac zaraz tam zagladniemy we dwie

      Ja bada robila piereszam komunie za rok dla mojej coreczki.wiec do piero bade miala urwanie glowy i narwuwka bo moge liczyc tylko na siebie i rodzine maza a tak to nieman na kogo .to tyle pozdrawiam milego popoludnie i wieczoru

      ♪♪♪♪ lucy heppi

      Usuń
    4. Hejo!

      Wiem, Słonko, ale ostatnio coraz więcej zatrzymuję dla siebie. Nie chcę ich obarczać wszystkim, jednakże widzą, że jestem dziwnie milcząca i ogólnie wiecznie smutna... To chyba depresja...

      No Ty musiałaś, a ja chcę rzucić w cholerę! Nie cierpię tej apteki! Normalnie mam dość... Dzisiaj niby był spokój, ale w sobotę... Szkoda gadać!

      OK. Trzymam za słowo :D. A jak nie to Was znajdę!

      Już wyczytałam, że nie Wasze klimaty i mam nadzieję, że się do mnie nie zraziłyście...

      Ano tak! Ale ten czas szybko mija! Matko kochana!

      Dziękuję bardzo! Dobrej nocki!

      Wasza R ♥.

      Usuń
    5. Hej.
      Dziekuje i wcale mnie nie zrazilas a pozatym to czekam na cieg dalszy
      A niewiem jak przyjaciolka bo muwila ze sama ci na pisze kometarz ale tak sie mna zajala za zaponial
      ♪♪♪♪ lucy hepp pozdrawiam

      Usuń
    6. Dziękuję! Bardzo mi miło! Postaram się nie zwieść Twoich oczekiwań :).

      Dobrej nocki!

      PS Przepraszam, ale wcześniej nie widziałam Twojego komentarza :(. Dobra, kończę LWA i spadam do wyrka, bo nie wstanę, no!

      Usuń
    7. Witaj słonko
      Za twoja radam przeszukalam kometarze u ani i musze cos ci na pisac a reczej do radzic akurat o tym problemie to radze porozmawiaj z rodzicami a jesli chcesz zmienic apteka to najpierw poszukaj nowe. Apotem zucaj te.

      Juz znalalam i przeczytalam opis wyszedl ci dobrze zaluje ze ani nie dopilnowalam bo by tym razem sladu nie zostawila ale to byla sila wysze i chyba poskutkowalo bo dzwonila i powiedziala ze dzisiaj bylo. Wszystko dobrze. A ja czekam jak cos badzie tam o lyzwiarach ale zapomialam immion to tyle i to jest na prawde ostatni kometarz pod tym epizolem a kolejne moga byc pisane w nocy bo teraz ruszam z poprawkami do powiadania i niespodzianka tez tam badzie ale jaka to musisz poczekac az ci wysle a to badzie dlugo ale mam nadzieje ze do konca roku sie wyrobie z tymi poprawkami to tyle milego dnia pozdrawiam haruka☺👼

      Usuń
    8. Hej Kotku!

      Dziękuję za dobrą radę, ale Rodzice już widzą, jak wyglądam i to Im wystarczy... Ja też nie chcę użalać się nad sobą, zwyczajnie musiałam się wygadać ludziom, których bardzo lubię :). Dzisiaj zresztą też miałam jazdę... Odechciewa się!

      O! Czyżbyś lubiła yaoi? Oj! No tego to ja o Tobie nie wiedziałam! I jaki parring jest Twoim ulubionym? Czy słusznie podejrzewam, że Gratsu? ^_^ Co do seksiaków na cienkim lodzie, będą! I to będzie ich całe mnóstwo! Obiecuję solennie! *R, potwierdzając słowa, uroczyści salutuje w stylu SnK* A moi ulubieni łyżwiarze to Victor Nikiforov i Yuuri Katsuki, co tworzy Victuuri :D. Słodko, prawda?

      Spoko, spoko, nie będę Cię popędzała. Zrobisz wszystko w swoim czasie :D. Jednakże jestem ciekawa, co tam szykujesz. Serio! A tak poza tym to tym razem miałam scysję z Siostrą. Zawsze ma zmutowane muchy w nosie i nie idzie z nią normalnie pogadać! Ech… Żal mi jej, ale sama sobie jest winna, i o! A na koniec życzę Wam kolorowych snów, Słoneczka :* :*.

      Wasza R ♥.

      Usuń
  6. W końcu dotarłam tutaj, moja ty droga R! I powiem ci, że na serio musiałaś cieszyć z nowego "mangowego" obiektu westchnień, bo chyba jeszcze nigdy tyle razy nie przeklęłaś w jednym wpisie!!! WOW! Jestem normalnie w szoku... Ta historia zaczyna podobać mi się coraz bardziej. Czekam tylko na pojawienie się Natsu i oczywiście Happiego, nie no, kocham tego kota normalnie.
    Smok, czekający na największą życiową zrzędę.., boskie! Dlaczego mnie to nigdy nie spotkało..?! Też umiem zrzędzić, i to jak mało kto..! :D Och R, mam nadzieję, że nie wyślesz Lu do jakiegoś wymiaru żywcem wyjętego z ery kamienia łupanego. Ale coś czuję, że nas zaskoczysz.
    Dostałam twoją wiadomość, ale nie mogłam odpisać, miałam trochę nauki, siostra potrzebuje też mojej pomocy. Szwagier zaczął nową robotę i nieszczęsna ma siostra siedzi sama w domu. Dzisiaj dostałam od niej nowe zadanie: kupić i przywieźć herbatkę dla młodego. Jako wspaniała, najlepsza siostra pod słońcem.. ( taaa... ) pędzę na wezwanie.
    No, co by tu jeszcze..., o! Lu, ale ty wojownicza się zrobiłaś, ciekawe czy przysporzy ci to kłopotów. Oby nie, albo i tak! Byłoby zabawnie.. :D Pytałaś co u mnie, a więc: z moim blogiem ok, idę na przód i jestem, jak na razie zadowolona z siebie, bo w sumie o to chodzi, nie? Postaram się odpisać na gg jak najprędzej, obiecuję :*
    Podsumowując: rozdział cudowny, lekko zaskakujący, tajemniczy i wciągający. Opłacało się na niego czekać ;) Mam nadzieję, że za jakiś czas ponownie uraczysz nas, swoich zacnych czytelników, kolejnym genialnym rozdziałem.. ( bez presji ) :D
    Trzymaj się, kochanie.
    Twoja Moonlight :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje najjaśniejsze księżycowe światło! Witam Cię w nowym roku na tym blogu :D.

      Hahaha! Mówisz, że dużo? Nie, na moje standardy to mało :D. Klnę jak szewc, ale pisząc, używam literackiego języka i bardzo się hamuję, żeby nie wyjść na rasowego żula spod gieesu :D.

      Mogę Cię zrozumieć, bo sama uwielbiam tę historię i jestem w sumie w najlepszej sytuacji, gdyż znam całość :D. Co do Natsu i Happy’ego, nic nie zdradzam :D. Może się doczekacie, a może nie :D. Taka tajemnica!

      Hahaha! To możemy sobie przybić piąteczkę :D. Przebijam Lucy na wszystkie strony, ale to zimnym sukom zawsze przydarza się coś takiego, nie nam, kobietkom o sercach słodkich niczym miód! Koniecznie musimy się zmienić i już!

      Co do wysłania Lu na „drugą stronę”, nie, to nie w tym opku wyląduje na zadupiu zwanym „prehistoria” :D. Chociaż trochę mnie skusiłaś :D. Zobaczymy, co mi do łba strzeli :D.

      Spoko, spoko. Poczekam. Nie śpiesz się, muszę innym odpisać, a uwierz, że czekają dłużej od Ciebie! Taka niedobrrrrrrrrrrrrrrrrrrra R!

      Hahaha! Od razu przypomina mi się piosenka Gosi Andrzejewicz „Wojowniczka” :D. Taka moc! Taka hero! A tak poza tym, spokojnie, zadbam o kłopoty pani redaktor :D.

      O! I gites! Jak widzisz ja też się odkopałam, na dodatek z nowym blogiem ruszyłam. A tak poza tym to sobie słucham przystojniaka w moim wieku w jego genialnej piosence „Animal”, a mowa o… Taka mała zagadka dla Ciebie :D. Bawisz się?

      Oj! No miód z uszu na moje serce :*. A teraz słucham Miki Kobayashi w piosnce z Shingeki no Kyojin. Bardzo polecam Ci to anime! Cudo! A ostatni odcinek był wofiuhjdsopcsdkocjdsako! Spójrz na to i sama oceń: https://www.youtube.com/watch?v=1UjoeMBIIBw. Gwarantuję, że się nie zawiedziesz!

      Nie, w ogóle nie wyczułam tej presji. Nic a nic! Postaram się jednak, żeby nie było ośmiomiesięcznej przerwy, bo to trochę ssie… A co więcej? Właśnie się pani Kobayashi wysila i uderza w mocne rytmy! Kocham! Normalnie takie j’adore, że o matko!

      I na koniec dodaję,
      Że się normalnie nie poznaję!
      Już dawno spać powinnam,
      A tu ta moja twarzyczka niewinna,
      W komputer się wpatruje,
      A każdy z palców nową literkę wstukuję,
      Bo oto R na komentarze odpisuje
      I na koniec gorąco za nie dziękuje!

      Ściskam!

      Twoja R ♥.

      Usuń

Nie wstydź się – skrobnij komentarz!
Będzie lepszy, niż nowy elementarz!
Ja Ciebie zapamiętam
i dedyka Ci dam,
jeśli będziesz pierwszy
pośród wszystkich wierszy!